

Dziękujemy za 25 lat
Wspólnoty Cenacolo
w Polsce
Początki
Zaczęło się zimą 2025 roku.
Projekt przemiany okolicznego lasku w park krążył po wspólnocie już od dłuższego czasu. Teren był niemiłosiernie zarośnięty wszelkiego rodzaju krzewami i od dawna wiedzieliśmy, że kiedyś trzeba będzie się za niego zabrać. Wiedzieliśmy też, że im bliżej 25-lecia, tym więcej prac przygotowawczych będzie na nas czekało. Patrząc na wszystko, co mieliśmy w planach zrobić, czasu wcale nie było tak dużo, jak mogłoby się wydawać.

Z tego powodu postanowiliśmy zacząć dużo wcześniej niż zwykle. Już zimą, prawie rok przed świętem, zaczęliśmy karczować tę małą, jednohektarową dżunglę, która od zawsze znajdowała się po drugiej stronie rzeczki, na naszym terenie.
Do zrobienia było sporo, ale dzień po dniu, tydzień po tygodniu chłopaki posuwali się do przodu, a teren nabierał coraz więcej wolnej przestrzeni.
Kiedy uporaliśmy się już z florą w przyszłym parku, dzięki naszemu sąsiadowi, któremu pomagamy oczyszczać pola uprawne z kamieni, spłynęła na nas duża opatrzność kamieni. Wykorzystaliśmy je do wytyczenia około 400 metrów ścieżek w naszym parku.Od tego momentu teren zaczął już przypominać park i mogliśmy oficjalnie zacząć go tak nazywać.
Święto coraz bliżej – czas wrzucić wyższy bieg
Po urodzinach Matki Elviry w 2026 roku przygotowania do święta naszej wspólnoty zaczęły się rozszerzać. Zostało już raptem kilka miesięcy, a jak wiemy, czas płynie bardzo szybko. Tak więc na wiosnę nadszedł czas, aby wrzucić wyższy bieg. Opatrzność Boża dopomagała nam w sposób, którego trudno było nie zauważyć.
Od początku wiedzieliśmy, że nasz park nie obędzie się bez oświetlenia i Drogi Krzyżowej. Zwłaszcza że od lat mieliśmy już jedną gotową stację na Golgocie, koło jeziorka. Dzięki płaskorzeźbom Drogi Krzyżowej, które otrzymaliśmy od biskupa Wacława, chłopaki mogli stworzyć do nich drewniane kapliczki.

Akurat w momencie, gdy przyszedł czas na zrobienie oświetlenia, do naszej wspólnoty trafił tata, który jest elektrykiem i mieszka zaledwie 5 kilometrów od naszego domu.
Postanowił nam pomóc. Nie tylko podarował nam materiały, ale również poświęcił mnóstwo swojego wolnego czasu. Po swojej pracy przyjeżdżał do nas, żeby pomóc zrobić to, na czym żaden z chłopaków obecnie będących w domu dobrze się nie znał – zamontować skrzynkę rozdzielczą do oświetlenia, połączyć kable elektryczne i zrobić całą tę część pracy, której sami nie bylibyśmy w stanie wykonać.
Z naszej strony pozostało wykopanie ponad 500 metrów kanałów, zakopanie w nich kabli i zamontowanie lamp. To, że lampy zaczęły świecić, a żaden z chłopaków nie został rażony prądem, zawdzięczamy właśnie tacie, który sfinalizował naszą pracę i w ostatnich miesiącach przed świętem był dla nas wielką opatrznością.
Gdy jedni chłopacy kopali kanały, inni stworzyli w parku skalniaki i ozdobili je kwiatami, które otrzymaliśmy od rodziców. W międzyczasie przyszedł czas na remont budynków gospodarczych. W tych remontach dużą pomocą byli dla nas chłopacy z domu Błogosławionej Karoliny, którzy przyjechali do nas na tydzień.
Gdy jedni bracia dzielnie walczyli z remontami, inni zajęli się chodnikami. Powstało coś, czego brakowało – nowy chodnik prowadzący na Golgotę oraz małe rondo z lampą na skrzyżowaniu chodników.
No to kaplica…
W ostatnich miesiącach przed 25-leciem wykonaliśmy dziesiątki różnych, mniejszych i większych prac. Były remonty, rozbiórki, ogród kwietny, ogród warzywny i po prostu wielkie porządkowanie terenu. Włożyliśmy w to wszystko sporo pracy i serca.
Nie sposób opisać wszystkiego. Jednak bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem – tak ważnym, że przybył nam przy nim pomóc ks. Hubert – był generalny remont naszej kaplicy,a w zasadzie przebudowa. Nasza kaplica, praktycznie niezmieniana od 20 lat, miała kompletnie zmienić swoje oblicze. Waga tego zadania była ogromna, zasięgnęliśmy wielu porad, a po długich modlitwach i debatach na świat przyszedł nowy projekt kaplicy.
Zaczęło się.
Na pierwszy ogień poszły okna. Ich montaż był jedyną rzeczą, która nie została wykonana przez nas własnoręcznie. Po zamontowaniu okien przyszedł czas na prezbiterium. Tu do gry włączył się ks. Hubert. Na ścianie za ołtarzem, gdzie kiedyś widniał klimatyczny obraz w ciemnych barwach, ks. Hubert wraz z chłopakami zamontował stelaż, w którym powstało nowe tabernakulum oraz miejsce na namalowanie wielkiej ikony Maryi Niepokalanej z Dzieciątkiem Jezus.

Niestety, nasz wspólnotowy artysta, który ma ją namalować, nie dotarł do nas przed 25-leciem. Do czasu jego przybycia nakleiliśmy więc tam klimatyczny plakat przedstawiający zstąpienie Ducha Świętego na Maryję i apostołów w Wieczerniku.
Na podłodze prezbiterium położyliśmy nowe płytki. Chłopacy oszlifowali ściany ze starego „baranka”, wygładzili wszystkie ściany i ubytki, zamontowali nowe parapety w oknach oraz pomalowali grzejniki. Nad nimi zamontowali półki, których zawsze brakowało w kaplicy.
Na koniec pozostało pomalowanie kaplicy i położenie nowych drewnianych paneli.
Biorąc pod uwagę, że przy remoncie kaplicy pracowaliśmy my, chłopaki ze wspólnoty, myślę, że możemy z czystym sumieniem pokazywać naszą nową kaplicę gościom, mówiąc:
„Oto najważniejsze pomieszczenie w naszym domu”.
Świadectwo Paweł
O święcie na poważnie zaczęliśmy mówić w domu już jakieś pół roku wcześniej. Z czasem mówiło się o nim coraz więcej. Temat coraz częściej stawał się intencją naszych modlitw, coraz częściej pojawiał się w kazaniach księdza Huberta, gdy nas odwiedzał, a także po prostu w naszych rozmowach. Coraz bardziej czuć było, że coś się zbliża.
Zwłaszcza że wzięliśmy się w domu za zrobienie dosłownie wszystkiego, co było do zrobienia, i za wyremontowanie wszystkiego, co byliśmy w stanie do tego czasu odnowić. Od czasu do czasu nachodziły mnie głębsze refleksje związane z tym świętem.
To już 25 lat…

Ci wszyscy chłopacy, którzy przeszli przez ten dom. Wszystkie prace, które wykonali. Patrząc na to wszystko, co my dziś odnawiamy, myślałem o tych chłopakach, którzy to wszystko zbudowali, którzy to wszystko rozpoczęli.
Dobrym pomysłem było zacząć przygotowania do święta odpowiednio wcześnie, ponieważ z czasem byliśmy zasypywani różnymi pracami od zaprzyjaźnionych księży, przyjaciół naszego domu czy pobliskich sióstr. Jak to bywa w naszym domu w okresie letnim, byliśmy wzywani do prac na zewnątrz prawie codziennie. Do tego co tydzień świadectwa, różne wyjazdy i inne obowiązki. Wszystko trzeba było jakoś razem pogodzić.
Ostatni tydzień przed świętem był bardzo ciekawym czasem. Wszystko było już nastawione na samo święto. Przyjechali do nas bracia z innych domów, było nas ponad 40. Pomagali nam dopiąć wszystko na ostatni guzik, a atmosfera w domu była naprawdę super. Rozstawianie namiotów, przycinanie trawy, próby chórku i recitalu, przygotowania w kuchni… Było tego sporo, ale razem dociągnęliśmy wszystkie przygotowania do końca. Co ważne, w dobrej atmosferze.
Samo święto przeżyłem dobrze. Nie tylko jako święto wspólnoty, ale także jako moje święto, ponieważ czuję się jej częścią. Fajnie było zobaczyć tyle znajomych twarzy, chłopaków i dziewczyny z innych domów, rodziców, ex-ów oraz gości z innych krajów. Fajnie było razem przeżywać wszystkie momenty modlitwy, katechezy, filmy wideo i recital.
Fajnie przeżywać takie momenty i znów doświadczyć, że wspólnota to coś więcej niż 20 chłopaków zamkniętych w jednym domu i nasza zwykła codzienność. Tak naprawdę był to moment, w którym trzeba było dać trochę od siebie i po prostu posłużyć. Ale w międzyczasie naładowałem baterie. Nie fizycznie, ale duchowo.

Świadectwo Mikołaja
Podczas 25-lecia przeżyłem bardzo dużo emocji, ale również wzrostów. Przez 2 miesiące przygotowywaliśmy przedstawienie o historii Syna Marnotrawnego. Przez te 2 miesiące myślałem, że dam radę i to nic takiego, lecz gdy wyszedłem na scenę widząc, ile osób na mnie patrzy musiałem przełamać w sobie wiele leków które długi czas w sobie nosiłem. Również gesty które tańczyliśmy było to dla mnie coś niesamowitego widząc całą salę osób młodych i starszych tańczących i świetnie bawiących się. Po tym momencie otworzyłem się i pełen radości tańczyłem nie przejmując się paranojami i przed tym jak inni mnie widzą. Odwiedziła mnie również moja rodzina, mama tata i młodsza siostra. Gdy zobaczyłem ją, gdy się cieszy, że tańczę i śmieję się dodało mi to dużo motywacji do dalszej walki o samego sienie. Nigdy bym nie pomyślał, że można być tak szczęśliwym poprzez najprostsze rzeczy, które doświadczyłem podczas tego 25-lecia.

Świadectwo Wojciecha
W dniach 5 i 6 września wspólnota Cenacolo obchodziła dwudziestopięciolecie na Polskiej ziemi . Okres przygotowań do tego święta , był bardzo wymagający dla wszystkich , ja sam przeżyłem ten moment bardzo mocno. Przygotowanie chóru razem z braćmi i siostrami oraz pomoc braciom w Giezkowie przy różnych pracach to czas wielkiego poświęcenia , prób cierpliwości a także przezwyciężania moich słabości. Wszystko to dało mi również możliwość budowania i zacieśniania nowych relacji. Czułem ogromną radość widząc efekty naszych starań podczas święta .Przygotowanie chóru , przedstawienie o synie marnotrawnym oraz pięknie przygotowany dom w Giezkowie , gdzie zaczęła się przygoda wspólnoty dwadzieścia pięć lat temu to właśnie wszystko pokazało mi , jak wielki dar dostałem od Pana Boga wstępując do Cenacolo. Również spotkanie z moją rodziną było dla mnie bardzo mocnym przeżyciem , zwłaszcza przyjazd mojej siostrzenicy, z którą odbudowuje na nowo relacje bardzo mocno nadszarpnięte przez moje wcześniejsze życie były łzy, śmiech i przebaczenie. Dziękuje tobie Jezu za to wszystko co mogłem przeżyć za każde poruszenie w moim sercu i każdy moment przyjaźni.

Świadectwo Christy
Bardzo dziękuję Wspólnocie, że mogłam wziąć udział w przedstawieniu o Synu Marnotrawnym, które zostało wystawione z okazji 25-lecia Wspólnoty Cenacolo w Polsce.
Razem z braćmi, przez 3 miesiące, przygotowywaliśmy się do tego wydarzenia. Gdy teraz myślę o tym, jak to było na początku prób, to widzę jak wiele owoców nam wszystkim to przyniosło. Długo się modliłam o dar wolności i kilka miesięcy później siostry powiedziały mi, że wezmę udział w przedstawieniu. Widzę poprzez różne styuacje, jak Pan Bóg daje mi możliwość, by się zmienić.

Podczas pierwszej próby oglądnęliśmy wspólnie Syna Marnotrawnego ze Święta Życia sprzed kilku lat. To pomogło mi zobaczyć i wejść bardziej w moją rolę. W recitalu odnalazłam się w roli starszego syna, ponieważ w domu jesteśmy w trójkę i długo myślałam, że to ja jestem ta lepsza i że nie potrzebuję pomocy, ale to była maska. We Wspólnocie odkryłam jeszcze bardziej kim jestem i tu mogę uzdrowić rany z przeszłości.
Dla mnie próby na początku były trudne, ponieważ nie czułam się swobodnie podczas tańców i miałam w sobie dużo lęku. Ale dzięki modlitwie i rozmowie z siostrami było mi łatwiej pójść w przód i pokonać trudności.
Przyjechaliśmy do Giezkowa tydzień wcześniej, by zrobić próby z muzyką i kostiumami. Był to intensywny czas, ponieważ próbowaliśmy kilka razy dziennie, ale bardzo mi to pomogło czuć się bardziej pewna siebie i spokojniejsza. Przed naszą ostatnią próbą, wspólnie z braćmi, zrobiliśmy podzielenie w kaplicy. Dało nam to możliwość, by podzielić się tym, co przeżywaliśmy w tym czasie prób i przeprosić za to, co nam leżało na sercu. Jestem bardzo wdzięczna, że moglśmy to zrobić, bo pomogło mi to mieć bardziej pozytywne nastawienie do siebie i innych. Poczułam, że na prawdę jeseśmy jedną, dużą rodziną.
Święto było piękne. Dotknęło mnie to, jak wiele osób przyjechało, by podziękować Panu Bogu za tyle zmartwychwstałych żyć. Byłam bardzo zadowolona, że przyjechał mój tata i że nasza relacja się zmienia na lepsze. Widzę ile cudów czyni Pan Bóg i mogę tego doświadczyć przez modlitwę i zaufanie Panu Bogu.
Dziękuję Panu Bogu i Wspólnocie, że uratowali moje życie, życie mojej rodziny i życie tylu rodzinom na całym świecie.
Świadectwo Mária
Święto 25-lecia Wspólnoty w Polsce minęło w prostej, radosnej i rodzinnej atmosferze. Było pięknie usłyszeć podzielenia o początkach Wspólnoty od „Synów Cenacolo”, którzy przeszli przez domy w Polsce. Przygotowania do Święta osobiście dały mi okazję do skonfrontowania się z nowymi sytuacjami, które przyniosły mi wzrost, w szczególności podczas przygotowań do spektaklu „Syna Marnotrawnego”, gdzie było widać wiele trudu i poświęcenia braci i sióstr. To wydarzenie przyniosło wiele prawdy i miłosierdzia. Nauczyłam się przezwyciężać moje lęki, nie szukać sprawiedliwości lecz dostrzegać dobro i miłosierdzie Boże, które doświadczyłam ja i inni. Z tego mogę nauczyć się jak kochać i przebaczać.





























